Przejrzałam wczoraj swoją kolekcję porcelanek i przypomniałam sobie, dlaczego zakochałam się w dwóch z nich. Jak mówią, stara miłość nie rdzewieje :) Przy okazji krótkiego wyjścia na działkę zabrałam lalki do plecaczka i przerzuciłam aparat przez plecy i powstały poniższe zdjęcia :)
Przy okazji uszyłam Thei (kurczę, nie wiem jak odmieniać imię własnej lalki :D ) plisowaną spódniczkę i koronkową bluzkę. Ręcznie. Maszyna odmówiła współpracy, ale i tak pewniej czuję się z igłą w łapce.
Uwaga, spam zdjęciowy!
 |
| Imię: Pipi. Młoda byłam, skojarzyła mi się z Pipi Langstrimp i nie ma przebacz, innego imienia nie będzie :D |
 |
| To najstarsza lalka jaką mam. Ktoś kojarzy, kim jest? Kupiłam ją na giełdziestaroci za 15 złociszy :D |
 |
| Że ja nie wejdę?! Potrzymaj mi fartuszek i patrz! |
 |
| I weszła :) I mało się nie zbiła, gdy robiłam to zdjęcie :D |
 |
| Mały Skrzat jakoś przebolała, że nic jej nie uszyłam, bo całkowicie pochłoneła ją nowa zabawka. W roli kocyka, gościnnie, fartuszek Pipi. |
 |
| A to jest Tosia. Jestem w niej zakochana po uszy :D |
 |
| Wie ktoś, kim jest Tosia? |
 |
| A tu zdjęcie zbiorcze, żeby pokazać rozmiary lalek. Jak ciężko jest ustawić cztery lalki na raz... |
Jaka ciężka była moja walka o pullipannę... Ale słuszna. Niedługo kupuję :D